12 maj 2013

Rozdział 1


 Louis złapał mnie za ręce i spojrzał w oczy. Miałem wrażenie, że w tym momencie zajrzał w głąb mojej duszy i poznał wszystkie moje myśli.
  -Harry, chcesz mi coś powiedzieć? - Zabrakło mi słów, czułem, że nie dam rady wyrzucić z siebie nic, nad czym tak długo myślałem. - Nie patrz tak na mnie... przecież wiesz, że nie możemy... ale Harry, ja Ciebie też...
  Głośne pukanie przywróciło mnie do rzeczywistości.
  -Harry, jesteś tam?! Ile można spać! - Doskonałe wyczucie czasu, cholera. Ktoś widocznie postawił sobie za cel zepsucie mi całego poranka. Wyplątałem się z kołdry i owiało mnie zimne powietrze. No tak, znowu nie zamknąłem okna, pomyślałem. Chwyciłem ręcznik wiszący na krześle i zawiązałem sobie go w pasie. Otworzyłem drzwi i stanąłem twarzą w twarz z Liamem.
  -Cześć, śpiochu - uśmiechnął się do mnie przepraszająco - nie gniewaj się, że tak gwałtownie wyrwałem cię ze snu.
  -Nie ma sprawy, coś się stało?
  -Nie, po prostu wiem, ile czasu zajmuje ci zrobienie się na bóstwo się na jakąś imprezę. Myślałem, że macie tu już coś przygotowane, ale jak widzę, nawet nie chciało wam się sprzątnąć! - zaśmiał się.
  -O kurde, rzeczywiście! Nie ustawiłem sobie budzika! Która jest godzina?
  -Za chwilę dwunasta... wiesz co, idź ogarnij się do łazienki, a ja pójdę po chłopaków, okej? Nie przejmuj się, ze wszystkim zdążymy. - Liam odwrócił się i zbiegł ze schodów.
 Skierowałem się w stronę łazienki, ale nagle poczułem, że stanąłem na czymś, co nie było podłogą. Spojrzałem w dół i zauważyłem karteczkę. Od razu rozpoznałem pismo Lou, podniosłem ją i przeczytałem. "Harry, pojechałem pozamawiać parę rzeczy na urodziny, myślę, że wyrobię się przed 1. Jeśli możesz, spróbuj nie nabałaganić robiąc śniadanie, całuję, Louis" Obok imienia narysował małe serduszko. Przez kilka sekund patrzyłem na nie, dotknąłem je opuszkiem palca. Zastanowiłem się, czy narysował serduszko w pośpiechu, z przyzwyczajenia czy może pragnął coś mi przekazać. Zorientowałem się, że nie teraz czas na takie przemyślenia, trzeba się spieszyć. Wróciłem się do pokoju i położyłem karteczkę na poduszce. Stojąc przed umywalką w łazience, przyjrzałem się sobie w lustrze. Niesforne loki plątały mi się wokół twarzy, spróbowałem ułożyć je rękami, ale nie przyniosło to żadnego efektu. W końcu poddałem się i wszedłem pod prysznic. Kiedy ciepła woda oblewała moje ciało, poczułem nagły przypływ uczuć. Tak bardzo pragnąłem, żeby dzisiejszy dzień dobiegł już końca! Nie miałem ochoty patrzeć, jak Eleanor jest tak bardzo szczęśliwa, jak uśmiecha się do wszystkich, szczególnie do Louisa, jak obściskują się gdzieś w kącie, a potem zamykają się w jego pokoju. Potrząsnąłem głową żeby pozbyć się tej wizji z myśli. Wyszedłem spod prysznica, wytarłem się i wysuszyłem szybko włosy. Kiedy zakładałem na siebie podkoszulek, usłyszałem jakiś hałas na dole. Już przyszli? No dobra, teraz trzeba udawać, że ma się ogromną ochotę na zabawę i rzucić się w wir przygotowań. Spojrzałem jeszcze raz w lustro i uznałem, że wyglądam w miarę dobrze. Schodząc po schodach, uświadomiłem sobie, że głos dochodzący z dołu to głos Lou i moje serce zabiło szybciej. Stanąłem w absolutnej ciszy za drzwiami kuchni i próbowałem dojść do tego, z kim on rozmawia.
  -Oczywiście, że tak... będę po ciebie o 17, może być? Nie przejmuj się, niespodzianka jest niedaleko, po prostu bądź gotowa na 17... wiem, wiem, ale nic nie poradzisz, wszystko zaplanowane, nie masz wyjścia... muszę kończyć... ja ciebie też, do zobaczenia.
  Uznałem, że spokojnie mogę wejść.
  -Hej, już jesteś? - zapytałem. Louis odwrócił się od okna i spojrzał na mnie, na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
  -Napisałem, że będę przed 1, więc jestem. Dopiero wstałeś, co? - wyszczerzył zęby.
  -Nie, coś ty... no dobra, właściwie to masz rację, skąd wiesz?
  -Tu jest czysto, co znaczy, że nie jadłeś śniadania .. no i jesteś brudny od pasty do zębów - powiedział i wyciągnął rękę, żeby zetrzeć pastę. Kiedy mnie dotknął, jak zawsze przeszły mnie ciarki - Coś nie tak? No tak, na dworze jest dość zimno, a niby lipiec, zmarzły mi ręce, przepraszam - cofnął się i spojrzał na ogromny stos siatek na stole. - Możesz mi pomóc z rozpakowaniem tego, czy chcesz najpierw coś zjeść? - spytał.
  -Mam pomysł, ja się zajmę tymi zakupami, a ty zrób mi coś do jedzenia, tak dobrze gotujesz - zganiłem się w myślach za prawienie mu komplementów.
  -Leniuch z ciebie - zabrzmiał swoim pięknym śmiechem. - Nie ma sprawy, zaraz będziesz miał pyszne śniadanko! Przypomnij mi, że o 15 mam odebrać tort, okej?
  -Jasne.
  Wykładając wszystko z reklamówek i układając w szafkach cały czas dotykałem, niby przypadkiem, Lou, który smażył mi coś na kuchence i gadał do mnie cały czas o planach na dzisiejszy wieczór. Właściwie nie słuchałem go, w głowie słyszałem tylko brzmienie jego cudownego głosu, a pogrążony byłem w myślach, czy będzie tak samo cieszył się przygotowując się na moją imprezę Ja miałem zamiar przyszykować coś niesamowitego, kiedy to on będzie obchodził urodziny, tylko nie za bardzo wiedziałem co... Miałem pewien pomysł, a właściwie pragnienie, ale dobrze wiedziałem, że to nie wypali. Po prostu miałem ochotę zrobić coś, co zaskoczyłoby mojego najlepszego przyjaciela i pokazałoby mu, że jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Nie miałem pojęcia, co to będzie, wiedziałem tylko, jaki będzie miało efekt. Kiedy po raz kolejny otarłem się o Lou, w końcu zorientował się, że coś jest nie tak.
  -Harry, o co chodzi? W ogóle mnie nie słuchasz! Co się stało?
  -Nic, nic, po prostu się zamyśliłem, wybacz - uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem w jego oczach niepokój.
  -Przecież widzę, że coś jest nie tak z twoją równowagą! - spojrzał na mnie zaczepnie, wyciągnął ręce i popchnął mnie na ścianę. Uderzyłem w nią plecami i od razu pomyślałem, co powinno się stać. Tyle razy sobie to wyobrażałem. Louis jednak stał dalej przy kuchence i patrzył się na mnie z założonymi rękoma.
  -Żebyś tylko widział swoją minę! Hej, na serio się o ciebie martwię, normalnie teraz oddałbyś mi! - podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką. Myślałem, że oszaleję z emocji. - Dobra, nie chcesz, nie musisz mówić, ale pamiętaj, że zawsze cię wysłucham - potargał mi włosy i popatrzył mi czule w oczy.
Już prawie otwierałem usta, żeby spytać, czy Eleanor jest dla niego ważniejsza ode mnie i kogo wolałby wysłuchać, kiedy nagle usłyszałem trzaśnięcie drzwi frontowych i do kuchni weszli Liam z Niallem i Zaynem.
  -Co tak ładnie pachnie? - spytał Niall rozglądając się po kuchni.
  -Robię Harry'emu śniadanie - powiedział Louis zdejmując ramię z moich barków i znów stając przy kuchence.
  -Wiesz, w sumie nie jestem głodny - rzuciłem.
  -To świetnie, bo ja jestem! - krzyknął Niall i mrugnął do mnie.
  Spojrzałem na Nialla i nie mogłem się nie uśmiechnąć. Ten chłopak zawsze potrafił poprawić mi humor, nawet jednym zdaniem! Uznałem, że nie będę psuł przyjaciołom nastrojów moim dość dziwnym samopoczuciem. Trudno, jakoś zniosę ten dzień, tą noc, a później będzie znowu normalnie. Teraz od jakiegoś czasu o niczym innym się nie mówi jak o tym przyjęciu. Czy będę złym człowiekiem jeśli powiem, że mam nadzieję, że coś nie wypali? Zresztą nieważne, zaraz znowu zaczną się pytania, co nie tak ze mną, trzeba zabrać się do roboty. Wypakowywałem do końca rzeczy z reklamówek, a w tym czasie Niall konsumował moje śniadanie. Schowałem do szafki jakieś małe parasolki do drinków, zastanawiając się do czego potrzebne jest aż tyle pierdół. Spojrzałem ukradkiem na Lou, akurat mówił o czymś z ożywieniem do Zayna. Nie wiem w jaki sposób, ale przez krótką chwilę pochwycił moje spojrzenie, ale odwrócił wzrok znowu w kierunku rozmówcy, mimo to widziałem od teraz na jego ustach zawadiacki uśmiech. No nie powiem, sprawiło mi to przyjemność, chociaż wolałbym, żeby zrobił coś, co wywołałoby we mnie euforię. Na co ja liczę.
  -Dobra, słuchajcie, przydałoby się rozwiesić jakieś ozdóbki i poprzestawiać meble! - krzyknął Liam. Widziałem, ze aż się gotuje do pracy.
  -Masz rację, nie mamy zbyt wiele czasu - przytaknął Niall i wstał od stołu.
  Zabraliśmy z samochodu Louisa dopiero co kupione balony i wstążki i przeszliśmy do salonu. Na początku przesunęliśmy stół i kanapę pod ściany pokoju i zwinęliśmy dywan. Niall zaczął majstrować przy wieży, kiedy ja z Zaynem pompowaliśmy balony, a Lou z Liamem przywiązywali je do wstążek i wieszali pod sufitem. Nagle przypadkiem w radiu usłyszeliśmy naszą piosenkę. Takie to dziwne, słyszeć swój głos z radia, niby już się do tego przyzwyczaiłem, ale czasem nadal potrafi mnie to zaskoczyć.
  -Niall, przełącz to! - roześmiał się Liam - zaraz mi uszy odpadną!
  -Okej, okej, wiem, że nie lubisz tego zespołu - Niall przełączył na jakąś inną stację, gdzie akurat leciał jakiś imprezowy kawałek - Idealnie! No i już się nie musimy martwić o muzykę, mam tylko nadzieję, że tu nie puszczają tego badziewia - spojrzał na Liama i parsknął śmiechem.
  Zauważyłem, że błyszczą mu się oczy, kiedy się śmieje, co nadaje mu wygląd bardzo uczuciowego i dobrego człowieka... którym w sumie był. Rzuciłem okiem na Louisa, który stał do mnie bokiem na pufie, próbując zawiesić wyjątkowo niesforną wstążkę na karniszu. Przy tym wysunął język i miał niesamowicie skupioną minę, co wywołało we mnie odczucie porównywalne do rozrzewnienia.
  -Lou, może ci pomóc? - spytałem.
  Odwrócił głowę i spojrzał na mnie.
  -Nie, dziękuję, poradzę sobie - mówiąc to, przechylił się i prawie spadł z pufa. Szybko się wyprostował i udawał, że nic się nie stało. Stłumiłem wybuch śmiechu i wróciłem do swojej roboty. Czasami taka gapa z niego... Louis. Taki pewny siebie. Przystojny. Umięśniony. Dość wysoki. Dorosły. Zawsze pozytywny. Posiadający ogromne poczucie humoru. Towarzyski. Czuły. Spojrzałem na niego jeszcze raz, w końcu udało mu się przywiązać tasiemkę do karnisza. Po prostu go kocham.

3 komentarze:

  1. podoba mi się :D

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja chcę już 2 rozdział leniu Tyy ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. hej fajnie. ja moze nie jestem larry shipper ale mam nadzieje ze po twoim blogu nim zostane hahaha :) !!

    szmaragdowytalizman.blogspot.com zapraszam ! :)

    OdpowiedzUsuń